|
O grach zapiski na pudełku od tychże
Blog > Komentarze do wpisu
Zapisek # 28 o świecie, którego podobno już nie ma
Podobno. Wspominałem o świecie Ameryki połowy XX wieku. Tej nawiązującej bezpośrednio do charakterystycznych plakatów obecnych w FNV na każdym niemal kroku? I nie tylko. Najbardziej zdumiewała mnie nieobecność w FNV telewizji, którą całkowicie zastąpiło radio, ale pewnie można to jakoś racjonalnie wytłumaczyć. Mniejsza z tym. Na pozór zdałoby się, że tego świata już nie ma. Każdy, kto przebył kilka wirtualnych mil na Pustkowiach Mojave/Mojave Wasteland, zdaje sobie sprawę z tego faktu. Po prostu, napiszę to brutalnie - tego świata już nie ma. Przedwczoraj zmieniłem zdanie. Przedwczoraj, bo wtedy właśnie dotarłem do strony 98. książki pt. "Śniadanie z kangurami. Australijskie przygody" Billa Brysona. Znakomita, ledwo co, jak zwykle w Polsce ze sporym poślizgiem, wydana książka, która odkryje przed czytelnikiem część rozmaitych tajemnic dalekich antypodów. Autor: "Poczułem się tak, jakbym wstąpił w jakiś zapomniany, magicznie samowystarczalny i niezależny świat. Odnalazłem tu rzeczy od lat niewidziane; stacje benzynowe ze staroświeckimi pompami i bez wiaty, dzięki czemu benzynę nalewa się w pełnym słońcu, czyli jak Pan Bóg przykazał; wiatraki z metalowymi skrzydłami, które kiedyś stały na każdym polu gospodarskim w Kansas; małe miasteczka z ludźmi, którzy krzątali się przy swoich sprawach, pozdrawiając się nawzajem uśmiechem i skinieniem głowy. Wszystko to miało dla mnie charakter odległego, mglistego wspomnienia. W końcu mnie olśniło: tak, to jest Środkowy Zachód, tylko sprzed lat. Innymi słowy, dokonałem cudownego i podnoszącego na duchu odkrycia: poza wielkimi miastami w Australii wciąż jest 1958 r. Wydaje się to niemożliwe, ale przed faktami nie ma ucieczki: jechałem przez krainę mojego dzieciństwa". Tak jest, co prawda Middle West to nie Kalifornia, ale z New Vegas do Kansas nie jest znowu aż tak daleko. A dalej B. Bryson pisze: "Odkryłem, że prowincjonalne rozgłośnie radiowe specjalizują się w starych kawałkach. Nie mam na myśli piosenek z lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych, lecz znacznie wcześniejsze. Być może jest to ostatni kraj na świecie, w którym włączasz radio i masz niemałą szansę usłyszeć Peggy Lee, Julie London, a może nawet Gisel McKenzie". Nie, nic więcej nie powinienem pisać. Nie tu, nie teraz, kto ma zrozumieć, już zrozumiał, kto nie zrozumiał, ten nigdy tego nie dotknie. wtorek, 23 sierpnia 2011, zapiskowiec
TrackBack
|
|